Planując kolejną górską wycieczkę podczas pobytu w Tatrach skupiliśmy się na szczytach w rejonie Doliny Chochołowskiej. Już wcześniej pisałem, że sama dolina nie zachwyca mnie jednak niczym. Długa, monotonna, w połowie betonowa – tak w trzech słowach mógłbym ją opisać. Jedyną rzeczą, która skraca jej pokonywanie jest traktor – kolejka z wagonikami, dojeżdżająca mniej więcej do połowy odcinka. Korzystając z tej opcji transportu można zaoszczędzić trochę czasu i energii. Z taką właśnie wizją planowaliśmy podjechać owym traktorkiem i dalej udać się przez Grzesia i Rakoń (1879 m n.p.m.) aż na Wołowiec (2064 m n.p.m.). Jednak jak to podczas planowania bywa – plany nie zawsze pozwalają się zrealizować. Tym bardziej jeśli nie weźmie się pod uwagę pewnych pozasezonowych czynników – transportu.
Serdecznie zapraszam na relację z zimowego wypadu.
Dokąd nogi poniosą
http://zarzeczny.wordpress.com/2012/03/ ... 3-m-n-p-m/
