Mimo, że w Moku wielki narodowy piknik, to raz (albo i dwa razy) w roku trzeba podpisać tam listę

W zeszłym tygodniu, gdy chłopaki cisnęli na Batyżowiecką Grań, ja zgaduję się Jackiem na jakiś szybki wspin. Dzień wcześniej zlewa do popołudnia, ale Mnich to Mnich. Gdzie będzie sucho jak nie na Mnichu

. Wybór pada na Kant Klasyczny. Jak się okazało mieliśmy racje, niestety z drogą nie trafiliśmy. Na drugim wyciągu zlana końcówka. Rysa na trzecim płynie. Nawet końcowy wyciąg nie pozwalał się zbytnio rozluźnić bo płynęła nim bieżąca woda

1 wyciąg

2 wyciąg

końcówka i wyjście z rysy zlane

W trudnościach 3 wyciągu nie było czasu na fotki, lewa ściana woda, w rysie woda, prawa ściana sucha. Wyjście z trudności:

Droga nam się specjalnie nie spodobała, ale na pewno mokre rysy na to wpłynęły. W idealnych warunkach jest tam pewnie bardzo fajne wspinanie. Zgodnie stwierdziliśmy, że 2 wyciąg był najtrudniejszy lub tak samo trudny jak 3. Ciężko w sumie wyczuć, na 3 było bardzo mokro. Ogólnie bardzo wyrównana droga pod względem trudności poszczególnych wyciągów.
W związku z tym, że mieliśmy jeszcze trochę

wolnego czasu, to wdrażam w życie dalszą część planu. Idziemy sprawdzić, czy pierwszy wyciąg Folwarku jest tak straszny jak mi to wiele osób malowało. Po 30 minutach wyciąg jest gotowy do prowadzenia, które udaje się ostatecznie w 3 próbie. Zaskoczony tym faktem nie wiedziałem co robić, miałem ochotę iść skończyć drogę

Plan jednak był inny, więc zjeżdżam i idziemy na piwo

Wczoraj wróciłem na Mnicha z Mateuszem. Zgodnie z założeniami, mieliśmy poprowadzić po 2 wyciągi.
Jako że już na starcie trzeba się mocno sprężyc (VIII), to nie było szans na przejście tego wyciągu z marszu mimo znajomości.

Porządne dogrzanie było konieczne. W końcu wszystko już gra

i lądujemy na 1 stanowisku.
Dalej przed nami wyciąg za VII+, płyta, filarek. Miejscami małe chwyty i stopnie. Mateusz walczy dzielnie, głównie z przebiegiem trasy (nie wolno schodzić do komina) i ostatecznie przebija się na kolejne stanowisko w czystym stylu.Takie to trochę na siłę wciśnięte w pewnym momencie, ale nawet fajne. Wpinki trochę nie komfortowe, ale wiadomo o co biega.
Później znów moja kolej. Kolejny wyciąg VII+. Tym razem czysto płytowe wspinanie po małych i średnich krawądkach.
W 2-3 miejscach da się trochę z restować.

Śpieszę się bo zaczyna kropić.
Końcówka jest trochę zasięgowa i trzeba dwa razy odważnie wyjść na stopniach, bez jakiś specjalnych chwytów. W końcu łapię krawędź póły wyjściowej i cieszę się że akurat w najlepszą klamę trafiłem. Płyta na stanowisku pod ostatnim wyciągiem zlana. Już wiem skąd ta wilgoć na ostatnich krawądkach na płycie...
Przed nami ostatni wyciąg. Płytą VII- na kant i szybki trawers do V-kowej rysy. Autorzy pozostawili Bumerang nie obity, trzeba więc zabrać ze 2-3 frendy żeby w razie czego się przy asekurować.
Pogoda widzi, że nie odpuszczamy i znów zaczyna przebijać się słońce



Na szczyt walą tłumy klasykami z 'prawej', więc szybko zjeżdżamy drogą i spadamy na dół.
Podsumowując, Folwark polecamy każdemu kto tylko jest wstanie zrobić. Droga z klasą, wyciągi typowo wspinaczkowe. Na każdym coś się dzieje. Dla mnie 3 wyciąg był najfajniejszy. Piękna płytówa, po krawądach. Pierwszy i trzeci wyciąg tez super. Drugi na początku przyjemny, ale od pewnego momentu wciśnięty na silę. Mimo to przejdzie.
Co do wycen, to są one troche rozbieżne na różnych stronach, schematach i wśród różnych osób.
Ja podałem wyceny takie, jakie odczuliśmy.