Forum portalu turystyka-gorska.pl

Wszystko o górach
portal górski
Regulamin forum


Teraz jest Wt lip 16, 2024 5:04 pm

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1159 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 35, 36, 37, 38, 39
Autor Wiadomość
PostNapisane: N maja 19, 2024 9:44 pm 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt kwi 12, 2011 7:46 am
Posty: 2203
Klub "Zdobywcy" ogłosił że będzie jajecznica na Jastrzębicy. Postanowiliśmy wziąć udział. Fajnie zjeść coś na ciepło. Podjechaliśmy do Przyłękowa i w górę.

Obrazek

Mordercze wychodzenie stokiem narciarskim... katorga, ale ta jajecznica tak kusiła...

Obrazek

Na górze impreza. Kupa luda i jeszcze kilka psów.

Obrazek

Jajecznica na Jastrzębicy wygląda tak...

Obrazek

Ale ogólnie widać, że twarze uśmiechnięte :)

Obrazek

Piesy szaleją :)

Obrazek

Na powrocie trochę towarzyszyliśmy Zdobywcom w drodze do Trzebini.

Obrazek

A potem zeszliśmy do Przyłękowa, ale nie tam gdzie było auto.

Obrazek

Więc wyszliśmy sobie na grzbiet z drogiej strony.

Obrazek

Odwiedziliśmy miejsce kultu.

Obrazek

Oraz Kiczorę.

Obrazek

Obrazek

A potem już zeszliśmy do auta.

Obrazek

Ogólnie miała być burzowa niedziela, a wyszła fajna impreza i jeszcze trochę połaziliśmy :)

_________________
SPROCKET
viewtopic.php?f=11&t=17068


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: So maja 25, 2024 9:18 pm 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt kwi 12, 2011 7:46 am
Posty: 2203
Miało być burzowo, więc od niechcenia wymyśliłem aby pojechać na Pogórze Wilamowickie do Polanki Wielkiej i się pokręcić po okolicy. W Polance był zaznaczony jakiś zespół pałacowo-parkowy. Akurat parkowaliśmy niedaleko, to stwierdziłem, że zobaczymy co to jest. Oczywiście zakaz wejścia, ale wchodzimy. Widziałem jakichś ludzi, więc z nastawieniem, że zaraz nas pogonią, żeby tylko cyknąć parę fot. Widok od frontu taki sobie.

Obrazek

Od tyłu ciekawiej.

Obrazek

Drzwi i okna pootwierane - wietrzą. Myślę sobie, a co mi szkodzi zapytać, czy można wejść do środka. Podchodzę do dwóch facetów siedzących przy stoliczku i popijających wódeczkę. Jeden zauważył mnie z opóźnieniem, jak byłem tuż obok. Odruchowo chwycił za flachę, żeby ją schować, ale szybko zdał sobie sprawę, że już za późno, położył więc tylko trochę dalej. Pytam, czy można wejść. "A wchodźcie, tylko niczego nie kradnijcie" ;) No to wchodzimy.

Obrazek

Jesteśmy pod wrażeniem. Fajny budynek. W całkiem dobrym stanie.

Obrazek

Fortepian trochę nie stroi.

Obrazek

Zwiedzamy różne zakamarki. Wielkie sale i małe pomieszczenia. Jest trochę jak w muzeum, ale fajniej bo na dziko. Cygaro z Dominikany - ręcznie robione.

Obrazek

Pofarciło nam się :)
W Polance jest jeszcze zabytkowy drewniany kościół.

Obrazek

Otwarty. Też można sobie pozwiedzać.

Obrazek

Bardzo ładny.

Obrazek

W jednej nawie jest nawet coś jakby mini-muzeum.

Obrazek

Jesteśmy bardzo miło zaskoczeni, jakie ciekawe obiekty można spotkać w Polance Wielkiej.
Idziemy coś pochodzić. Przy zabudowaniach na czereśni ciekawy strach na szpaki.

Obrazek

A potem zapuszczamy się w pola.

Obrazek

Obrazek

Bardzo ładna okolica.

Obrazek

Tylko dużo strachów - tu pływający strach na stawie rybnym, pewnie ma odstraszać wodne ptactwo.

Obrazek

Krajobrazy gorpodarczo-rolnicze.

Obrazek

Obrazek

Kolejne stawy.

Obrazek

Obrazek

Przez dłuższy czas była piękna pogoda, ale nadchodzą obiecywane burze.

Obrazek

Sielanka kończy się. Utknęliśmy w rzepakowych polach.

Obrazek

Zleje nas, czy nie zleje, oto jest pytanie ;)

Obrazek

Boćki :)

Obrazek

Piękne lasy.

Obrazek

Burze chodzą póki co bokami.

Obrazek

Zator Energylandia - ależ to robi hałas na całą okolicę. Muzykę słychać z kilku kilometrów.

Obrazek

Przechodząc przez Przeciszów odwiedzamy Urwisa.

Obrazek

Na koniec jestem już pewny, że nas zleje...

Obrazek

Okazało się, że znowu przeszło bokiem, tylko nas trochę pokropiło :)

Obrazek

Tak zupełnie z niczego wyszła fajna wycieczka :)

_________________
SPROCKET
viewtopic.php?f=11&t=17068


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn maja 27, 2024 11:06 am 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt kwi 12, 2011 7:46 am
Posty: 2203
W niedziele również miało być burzowo, ale nie na Jurze. Jedziemy do Smolenia. Parkujemy pod zamkiem.

Obrazek

Ale go nie zwiedzamy, tylko ruszamy na północ w pola, gdzie jeszcze nigdy nie chodziliśmy.

Obrazek

Bardzo tu fajnie, lekkie pagórki. Aż by się chciało, żeby zboża były już w wielu kolorach ;)

Obrazek

Bardzo mi się podobał ten dom. Dość prosty w swojej bryle, ale w kamiennym stylu, takim samym jak zabudowania obok i nawet ogrodzenie. Bardzo ładnie to do siebie pasowało.

Obrazek

Następnie zdobywamy całkiem stromy i długi stok narciarski w Cisowej.

Obrazek

Na górze robimy postój i nagle podjeżdża samochód terenowy. Właściciel się zaniepokoił. Jednak nie bije tylko tłumaczy, że widział nas na monitoringu, a już 2x w tym roku go okradziono. Łupem padły kamery, kable elektryczne. Dlatego teraz jest czujny. Jednak od razu zaznacza, że nie wyglądamy podejrzanie. Zagaduję o interes, czy jest tu wystarczający ruch. Wyciągi są 2, stok jest sztucznie naśnieżany i oświetlony. Przyjeżdża dużo ludzi ze Śląska, Krakowa, Częstochowy. Funkcjonują już 20 lat i jakby nie te ostatnie kradzieże, to byłoby super.

Obrazek

Idziemy dalej polami, w kierunku naszego głównego celu - Zamek Udórz.

Obrazek

Następnie lasami, miało być po szlakach, ale coś z tymi szlakami nie tak. Wyglądają na polikwidowane. Czasem na drzewie spotykamy stare oznaczenie, ale nawet kolor nie za bardzo się zgadza. A drogi zanikają.

Obrazek

Szczęśliwie udaje się odnaleźć zamek. Nie oglądałem wcześniej zdjęć, więc spodziewaliśmy się, że może być to coś niepozornego i faktycznie tak było.

Obrazek

To jest praktycznie wszystko co pozostało z tego zamku.

Obrazek

Rozpoczynamy powrót, dalej naszymi nieistniejącymi szlakami. Pojawiły się fajne chmurki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Można bawić się polnymi kadrami.

Obrazek

Obrazek

Czyżby już ołtarz na Boże Ciało? Przyjdzie burza, to nie będzie co zbierać ;)

Obrazek

W Kąpielach Wielkich nasz zlikwidowany szlak skręca w nieistniejącą drogę.

Obrazek

Biorąc pod uwagę pewne trudności nawigacyjne okazuje się, że czasowo robi się trochę późno, a tu żar leje się z nieba (prawdziwe upały) i jeszcze trzeba iść pod górę zarośniętą drogą. Taki to wypoczynek weekendowy.

Obrazek

Ukochana w kapelusiku patrzy tylko pod nogi i zajmuje się krytykowaniem przewodnika oraz ukradkiem wypija całą wspólną wodę, którą niosła (moją wypiliśmy razem wcześniej).

Obrazek

Jesteśmy przy Skałach Zegarowych, ale nie ma czasu na eksplorowanie.

Obrazek

Pędzimy do auta i przestawiamy godzinę zamówionego obiadu u teściowej. Miał być o 18, a wyszło o 19... dla niektórych jest to problem ;)

Obrazek

Burzowy weekend zaowocował 2 fajnymi wycieczkami. Zrobiło się lato, choć wciąż maj. Ciekawe, czy będą faktycznie takie upały, jak straszą.

_________________
SPROCKET
viewtopic.php?f=11&t=17068


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz maja 30, 2024 3:37 pm 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt kwi 12, 2011 7:46 am
Posty: 2203
Dzisiaj to już miały być straszne burze. Na razie nie ma, ale kto wie, może jeszcze będą.
W każdym razie przeszliśmy się na Gródek.

Obrazek

W części dla nurków wypatrzyliśmy wielką rybę, miała chyba z metr długości i była czarna.

Obrazek

Ludzi zatrzęsienie, ale spacer po kładkach zaliczony.

Obrazek

Zlikwidowali schody, a głupie ludzie i tak chodzą narażając życie i zdrowie ratowników. Myśmy też oczywiście poszli :)

Obrazek

Widoczki z góry.

Obrazek

Obrazek

Tobi zaliczył jeszcze drzewo na powrocie.

Obrazek

_________________
SPROCKET
viewtopic.php?f=11&t=17068


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn cze 03, 2024 1:26 pm 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt kwi 12, 2011 7:46 am
Posty: 2203
Jakiś czas temu zaczęły mi po głowie chodzić pomysły, żeby przejść dłuższą trasę, w celu sprawdzenia swoich możliwości. Taki test, czy jestem już stary? Przy okazji można przetestować Tobiego, który ma już 10 lat. Zwykle na wycieczkach nie przejmuję się dystansem do pokonania. Nie liczę km i przewyższeń. Są to dla mnie sprawy trzeciorzędne. Czasem trafi się jakiś Dusiołek, albo dłuższa trasa. Stąd wiem, że w górach nie wymiękam. Policzyłem, że ze 6x w życiu szedłem dystans ok 50 km, więc teraz robienie kolejnej 50-tki było mało atrakcyjne. Wymyśliłem więc takie kółeczko:
https://mapa-turystyczna.pl/route/3gg3y
75 km, 3200 metrów przewyższeń - solidna trasa. Nie miałem pojęcia, czy dam radę, ale chciałem sprawdzić. Do sprawy podszedłem na poważnie, poprosiłem ekspertów na FB o cenne rady.
Cytuj:
Proszę o opinię osoby, które dużo chodzą z psami po górach. Przed wakacjami chciałem sprawdzić, czy mój psiak mimo zaawansowanego wieku (10 lat) poradzi sobie na dłuższych dystansach. Wymyśliłem takie kółko w Beskidzie Małym (75 km, 3200 metrów podejść). Ponieważ nie mamy żadnego doświadczenia w tak długich trasach zastanawiam się, czy brać dla niego wodę, albo czy posmarować czymś łapki? Ewentualnie na co jeszcze zwrócić uwagę? Spray na niedźwiedzie? O której godzinie powinienem zacząć wycieczkę, żeby zdążyć wrócić zanim się ściemni?
Na Beskidomaniakach mój post został odrzucony, że niby jest szyderczy. Na mniejszej grupie Beskidy miałem więcej szczęścia i dostałem kilka cennych rad, np: żeby zabrać broń hukową na wilki i niedźwiedzie, torbę z Ikei do noszenia psa jak padnie.

Uwzględniając prognozy wybrałem ostatnią niedzielę. Miało być chłodno, bez burz, z 50% szans na mały deszcz w okolicach 18. Wstałem o 2 nad ranem. Kilka minut przed 4 rozpocząłem wędrówkę. Było już szaro, więc bez czołówki. Najpierw 5 km przejście przez Andrychów i pobliskie miejscowości - takie dojście do gór. Szedłem czarnym szlakiem, którego nie znałem. Jest poprowadzony dość ciekawie, nie tylko drogami. Szybko zeszło.

Obrazek

A potem najbardziej strome na całej wycieczce podejście pod Złotą Górkę. Miałem w sobie tyle mocy co Toyota GR Yaris. Wydawało mi się, że mógłbym wbiec, jakbym tylko chciał.

Obrazek

Potem było już fajnie, szedłem grzbietem przez Porębski Groń, Trzonkę, odbiłem dodatkowo na Bukowski Groń, gdzie nawet wypatrzyłem limbę (na starych mapach była tam oznaczona "aleja Limbowa"). Na koniec bardzo sprawnie zszedłem do Porąbki i okazało się, że pierwsze 15 km zrobiłem w 3h. Bardzo optymistycznie to wyglądało.

Obrazek

Jednak kiedy rozpocząłem drugie główne podejście, na Zasolnicę. Coś jakby mnie trochę odcięło. Poczułem głód, lekką niemoc w nogach. Postanowiłem zrobić krótką przerwę, coś zjeść. Potem siły wróciły, ale nie byłem już Yoyotą GR Yaris, tylko 182-konnym Fordem Focusem. Sprawnie podchodziłem pod górę, ale moce nie były już nieskończone. Zaliczyłem sobie dodatkowy szczyt, który szlak omija - Bujakowski Groń (na zdjęciu).

Obrazek

Dalej szło szybko i sprawnie. Hrobacza Łąka, Gaiki, bonusowy szczyt Przegibek, przełęcz Przegibek, bonusowy szczyt Sokołówka (podejście na zdjęciu).

Obrazek

Na Magurce Tobi pełen energii. Ja już coś w nogach czuję, jak zawsze po 30 km.

Obrazek

Wypogodziło się, może nie będzie dzisiaj padać :)

Obrazek

Najdłuższe zejście wycieczki, z Czupla do Czernichowa. Po drodze podszedłem jeszcze kawałek na bonusowy Rogacz.

Obrazek

Rozpoczynając ostatnie z długich podejść, na Kościelec i Jaworzynę, nadszedł czas na kryzys. W nogach blisko 40 km, to już są dystanse, gdzie kończy się przyjemność. Dodatkowo zaczęło padać. A było ledwie po 13, deszcz miał być o 18. Reklamacja! Wycieczka dopiero w połowie. Przede mną podejście 500 metrów w pionie. Ciężko znaleźć pozytywy. Ale da się... pomyślałem o jesiennych kolorkach dla Dobromiła.

Obrazek

Planowałem tu nabrać wody... i nabrałem. Takim dodatkowym założeniem wycieczki było, że nic nie kupuję po drodze i nie zaglądam do schronisk.

Obrazek

Rozpadało się na dobre. Ulewny deszcz. Trochę próbowałem przeczekać pod drzewem, ale drzewo zaczęło przeciekać. Stwierdziłem, że OK, idę. 75 km w deszczu to będzie nawet większy sukces niż przy dobrej pogodzie. Niestety nie byłem już Fordem Focusem. Nadszedł etap, że stałem się Hyundaiem i30. Niby daje wszędzie radę, ale bez turbo już nie ma rewelacji. Nabieranie wysokości jest okupione sporym wysiłkiem.

Obrazek

Tobi jakby trochę smutniejszy, czyżby oznaki zmęczenia?

Obrazek

Odbicie od szlaku na Maleckie i Wlk. Cisową Grapę. Miałem tam iść, ale z powodu wysokich traw odpuściłem. Miałem jeszcze suche buty i nie chciałem, żeby mi przemokły. Mam nadzieję, że wybaczycie? Chwilę później widzę szlakowskaz, że do Leskowca mam 5:10, a to równo z zachodem słońca. To za późno. Przez ten deszcz straciłem dobry czas. Jeżeli chcę zrobić całą zaplanowaną trasę będzie trzeba powalczyć.

Obrazek

Godziny mijają, walczymy. Mijamy przełęcz Kocierską, znowu deszcz się wzmaga. Niby mi już wszystko jedno, ale zawsze to lepiej być mniej mokrym niż bardziej mokrym. Szlakiem płyną strumienie - Tobi ma dużo wody.

Obrazek

Potrójna. Jestem już totalnie przemoczony. Morale trochę siada. Ale już ponad 50 km za nami, już bliżej niż dalej.

Obrazek

Wypogadza się. Solidnie idę dokładając kolejne kilometry i odliczam czas do Leskowca. Nadrabiam czasy tabliczkowe, chociaż coraz bardziej jestem już jak mój pierwszy samochód - Renault Clio (75KM). Jak jest pod górkę to zwalniam.

Obrazek

Na Leskowcu pora na krótką przerwę na jedzenie. Poprawienie sznurowania w butach, bo coś zaczyna się dziać ze stopami. Jak po 10 minutach przerwy wstałem, to wydawało mi się, że nie jestem w stanie iść w ogóle. Trochę się przestraszyłem, ale po kilku krokach udało się rozchodzić, a po kilkunastu już szedłem. Skoro mogę chodzić, to pora na zdobycie bonusowego Gronia JPII.

Obrazek

Ponad 60 km w nogach. Tobi wskakuje na pieńki, chce żeby mu rzucać patyczki. Odkąd przestało padać humor mu się poprawił, nie zdradza najmniejszych oznak zmęczenia.

Obrazek

Ostatnia rzecz, której się bałem. Bardzo strome zejście z Gancarza. Chciałem tu być jeszcze przy świetle dziennym. I jestem. Schodzę powoli, uważnie. Nogi, stopy bolą jak diabli. Są jakieś takie nie moje, jakbym nie mógł na nich polegać do końca.

Obrazek

Potem, dłużąca się droga zielonym szlakiem w kierunku Andrychowa. W całkowitych ciemnościach idę na Czuby i Kobylicę. Robię już czasy gorsze niż tabliczkowe, ale wiem, że dojdę. Najbardziej cierpię już w Andrychowie na ostatnich kilometrach, ale to zawsze tak jest, że końcówka asfaltem jest najtrudniejsza.

Obrazek

O godz. 23:30, po 19 i pół godzinach intensywnego marszu docieram do auta. W drodze powrotnej walczę, żeby nie zasnąć. Na szczęście mam tylko godzinkę jazdy. Wracam żywy :)

Jestem z siebie całkiem dumny. Na drugi dzień samopoczucie całkiem dobre. Trochę czuję mięśnie nóg, ale minimalnie. Na stopie tylko jeden bąbel. Poduszki ciut pieką, to przez 25 km w mokrych butach. Z Tobim również wszystko OK :)
Jednak wycieczki tego typu nie staną się ulubionymi. Na ten moment nie sądzę, żebym kiedykolwiek chciał to powtórzyć.

_________________
SPROCKET
viewtopic.php?f=11&t=17068


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn cze 03, 2024 5:28 pm 
Przypadek beznadziejny

Dołączył(a): N sie 25, 2013 10:23 am
Posty: 1503
Super sprawdzian, gratulacje ;)

Mogłeś zrobić z tego odrębną relację, żeby nie zginęła w gąszczu pomniejszych wycieczek, często jednak o "trochę" lżejszym kalibrze gatunkowym. No i można byłoby od razu podrzucić linka niedowiarkom z grup fejsbukowych ;)


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn cze 03, 2024 5:45 pm 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt kwi 12, 2011 7:46 am
Posty: 2203
Rambubu napisał(a):
Super sprawdzian, gratulacje
Dla tych co biegają po górach może i dystans budziłby uznanie, ale już na pewno nie czas ;)

Rambubu napisał(a):
Mogłeś zrobić z tego odrębną relację, żeby nie zginęła w gąszczu pomniejszych wycieczek
Skromność nie pozwoliła ;) Kto czyta to i tu ją znajdzie. W zasadzie turystyczna wartość relacji niewielka ;)

Rambubu napisał(a):
No i można byłoby od razu podrzucić linka niedowiarkom z grup fejsbukowych
Ale ja na FB tylko troluję ;) Tam najgłośniej krzyczą ci, co najmniej się znają na rzeczy ;)

_________________
SPROCKET
viewtopic.php?f=11&t=17068


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt cze 04, 2024 8:41 am 
Kombatant

Dołączył(a): Pt wrz 27, 2013 2:48 pm
Posty: 610
Pisałeś, że było ciężko. Ja prdl, ja w ubiegłym roku zrobiłem w upale 30 km w Górach Świętokrzyskich i miałem dość.
Z drugiej strony, gdybyś jednak posłuchał eksperckich porad i wziął ze sobą torbę z Ikei, może byłoby nieco łatwiej...? :mrgreen:


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Wt cze 04, 2024 6:40 pm 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn kwi 11, 2011 9:25 pm
Posty: 1504
Lokalizacja: W-wa
75 km, konkretna trasa, gratulacje!
Niedawno pobiłam (przypadkiem) własny dzienny rekord i do Twojego brakuje mi 47 km :wink:

sprocket73 napisał(a):
zawsze tak jest, że końcówka asfaltem jest najtrudniejsza.
Kefir też o tym pisze w swoim ostatnim poście. Tak właśnie jest. Parę dni temu siedziałam i popłakiwałam w zakurzonym przydrożnym rowie, szłam asfaltem ostatnie 5 km z mojej 130-kilometrowej trasy, upał, droga nie chciała się skończyć, masakra, pewnie marnie przebierałam nogami, bo zatrzymał się przy mnie kierowca...

_________________
Nutko moja
https://www.youtube.com/@CarpathianMusicWorld/playlists


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: So cze 08, 2024 1:19 pm 
Stracony

Dołączył(a): Wt sie 07, 2012 8:56 pm
Posty: 4267
Lokalizacja: Łódź
No nieźle jak na 3 watahy wilków w okolicy i jednego niedźwiedzia (czytałam Twój post i odpowiedzi :mrgreen: i już martwiłam się o przeżycie Tobiego - niesłusznie jak widać) Gratulacje za wyrypę.


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn cze 10, 2024 2:35 pm 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt kwi 12, 2011 7:46 am
Posty: 2203
Rok temu zrobiłem kolegom z pracy wycieczkę w Beskid Śląski z dofinansowaniem z zakładu pracy. W tym roku ponownie pojawiło się oddolne parcie na taką aktywność. Jednak kierownictwo miało trochę inną wizję wydawania firmowych pieniędzy i skończyło się na tym, że pojechaliśmy sobie całkowicie prywatnie i bez kierownictwa. Było nas równo 10 osób (w tym kobieta i pies).

Zaproponowałem Beskid Mały i Chatkę na Potrójnej. Wymyśliłem też ciekawą autorską trasę w kilku wariantach do wyboru, ale kolega, z którym jechałem autem powiedział, żeby nie robić żadnych głosowań, tylko wziąć wariant najdłuższy, nazwać go najkrótszym i idziemy. Pomysł dobry i logiczny, dałem się przekonać.

Spotykamy się w Rzykach na parkingu i idziemy bezszlakowo do chatki. Podejście jest długie i strome.

Obrazek

Dajemy radę, humory dopisują. Nie zapominamy o odpowiednim nawódnieniu na podejściu.

Obrazek

Docieramy na kwaterę. Zajmujemy apartamenty. Jakieś piwko...

Obrazek

Ale nie ma obijania, wszyscy rwą się na górską przygodę i ruszamy.

Obrazek

Zdobywamy Zbójeckie Okno. Zaskakuje mnie entuzjazm grupy.

Obrazek

Proponuję więc Łamaną Skałę, którą ominąłem podczas mojej wędrówki z zeszłego tygodnia.

Obrazek

Entuzjazm grupy wciąż narasta. Tu takie ujęcie na prawie całą ekipę.

Obrazek

Następnie niebieskim szlakiem schodzimy na południową stronę BM w kierunku Koconia.

Obrazek

Potem trochę bezszlakowych odcinków, których wcześniej nie znałem, więc i dla mnie była lekka niewiadoma, ale idealnie wyszło. Rozpoczynamy główną atrakcję wycieczki, wchodzimy w wąwóz potoku Dusica.

Obrazek

Byłem pewny, że będą mnie chcieli pokroić za taki teren, ale o dziwo entuzjazm wciąż narastał.

Obrazek

A tam się kawałek idzie, jednak żadnych strat. Nikt się nie poobijał - cud.

Obrazek

A jak widać, teren wymagający.

Obrazek

Oczarowani pięknem wodospadu, cyknęliśmy fotkę grupową.

Obrazek

Potem podeszliśmy do Groty Komonieckiego.

Obrazek

Co za emocje, można było ochłonąć.

Obrazek

Byłem pewny, że po tym wszystkim, na powrotnej ścienia płaczu do Anuli, będą na mnie pomstować, ale znowu się myliłem. Nawet lekki wyścig się wywiązał i weszliśmy bardzo raźnym krokiem. Kluczem do sukcesu jest chyba odpowiednie nawodnienie.

Obrazek

Tobi niezmiennie wzbudza podziw.

Obrazek

Z wycieczki wróciliśmy wcześniej niż zakładałem. Można było jeszcze podejść na szczyt Potrójnej z piwkiem i porozkoszować się końcówką dnia. A potem zrobiliśmy sobie kiełbaskę na obiadokolację.

Obrazek

Po lewej obiad, po prawej kolacja.
Później był wieczór poezji śpiewanej, nie ma o czym pisać ;)

Obrazek

W nocy przechodziły burze i ulewne deszcze. Poranek trochę ciężki. Mieliśmy super organizację, każdy miał swoja rolę i jak tylko wstałem dostałem kawkę. Była tak dobra, że zamówiłem nawet drugą, chociaż normalnie kawy nie pijam. A potem jajecznica na śniadanko. Lepiej niż w 5-gwiazdkowym hotelu. Jeżeli chodzi o plany na niedzielę, jako przewodnik byłem gotów zaspokoić każde żądanie. Grupa zdecydowała się zejść na parking. Poprowadziłem czarnym szlakiem.

Obrazek

Zejście spokojne, bez przygód.

Obrazek

Wyszło na to, że w południe wyjazd się zakończył. Dla mnie to trochę mało, a że pogoda była dobra, to postanowiłem jeszcze iść na małą wycieczkę. Podjechałem na Kocierską i bezszlakowo poszedłem na Kucówki, a potem Łysinę.

Obrazek

Szedłem spokojnie, nabierając sił z każdym kolejnym kilometrem. Takie dziwne zjawisko, przeciwieństwo normalnych wycieczek ;) Oczywiście cały czas znęcałem się nad Tobim.

Obrazek

Pisząc zupełnie na poważnie, zaskoczyli mnie koledzy z pracy swoją turystyczną postawą. Pokazałem im góry trochę tak, jak ja je widzę i myślałem, że tylko mnie się będzie podobało. Chociaż, czy naprawdę się podobało, okaże się za rok. Być może pomysł górskiego wyjazdu już nigdy więcej nie padnie ;)

_________________
SPROCKET
viewtopic.php?f=11&t=17068


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N cze 16, 2024 11:52 am 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt kwi 12, 2011 7:46 am
Posty: 2203
W ten weekend miało nie być wycieczek, po południu impreza, ale kiedy wstałem nie mogłem się opanować. Stwierdziłem, że podjadę w najbliższą okolicę, do Pogorzyc koło Chrzanowa i tam się pokręcę, choć nic ciekawego tam nie ma ;)

Parkuję w centrum, wysiadam... kwitną lipy, intensywnie pachnąc.

Obrazek

Parę kroków i jestem na granicy łąk i lasu.

Obrazek

Teren całkowicie płaski, ale w lesie są pozaznaczane jakieś wąwozy. Aż ciężko uwierzyć, ale to prawda, wystarczy odbić paredziesiąt metrów i dzikość na całego.

Obrazek

Tobi miał wyzwanie.

Obrazek

Kawałek dalej czynny kamieniołom. Trochę pozalewany wodą. Zwiedzamy.

Obrazek

Tobi pływa...

Obrazek

Wracamy w las do innych wąwozów. Te są dla odmiany zielone i trawiaste. Bardzo mi się podobają, tak sielankowo tu jest.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zdobywamy górkę z widokiem na Chrzanów.

Obrazek

Widok na strzelnicę.

Obrazek

Znowu jakieś fajne łączki. Kolorki już się robią letnie :)

Obrazek

Wędkarskie stawy kaskadowe. Też ładne miejsce.

Obrazek

Obrazek

Tobi musiał się tu przełamać, aby dojść do końca. Bał się dudniących odgłosów wody w środku.

Obrazek

Na koniec idziemy kolejnym dzikim wąwozem i widzę, że z jego zbocza obserwuje nas lis.

Obrazek

No to wdrapujemy się aby złożyć wizytę.

Obrazek

Lis jednak nie chciał się zapoznać z Tobim. Ale za to przy zejściu się poślizgnąłem i zjechałem na sam dół masakrycznie się brudząc i trochę obijając. Taka to była ciekawa wycieczka ;)

_________________
SPROCKET
viewtopic.php?f=11&t=17068


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn cze 17, 2024 10:10 pm 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt kwi 12, 2011 7:46 am
Posty: 2203
W poniedziałek po pracy pojechałem na małą wycieczkę do Bukowna, bo dzień długi, a pogoda zachęcająca. Celem miało być dotarcie do źródeł Sztoły. Zaczęło się od drogi leśnej.

Obrazek

Następnie odnalazłem Sztołę. Byłem zdziwiony jaka ona tutaj mała, ale to tylko w tym miejscu.

Obrazek

Kawałek dalej dużo poważniej się prezentowała.

Obrazek

Dolina Sztoły jest szeroka, o stromych zboczach. Raczej nie powinno się nią chodzić.

Obrazek

Czasem lepiej iść rzeką ;)

Obrazek

A czasem po pieńku. Muszę dużo chaszczować, żeby mnie Adrian nie prześcignął w mojej specjalności ;)

Obrazek

Jest i główne źródło, nawet z tablicą informacyjną.

Obrazek

Powyżej żródła rzeka ma charakter okresowy, ale teraz była woda. Stwierdziłem więc, że trzeba kontynuować.

Obrazek

Wyżej zamieniło się to w takie rozlewisko. Dość nietypowe, bo o twardym piaszczystym dnie.

Obrazek

Jeszcze wyżej było już bez wody, ale wciąż klimatycznie.

Obrazek

W końcu dolina się skończyła. Postanowiłem wrócić już normalnymi drogami.

Obrazek

Tereny piaszczyste.

Obrazek

Stawy w Bukownie.

Obrazek

Żabka, która robiła naprawdę sporo hałasu.

Obrazek

Powrót do auta równo z zachodem.

Obrazek

Ponad 4 godziny chodzenia, 2x20 minut dojazd. Chaszczowanie premium. Super sprawa :)

_________________
SPROCKET
viewtopic.php?f=11&t=17068


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Cz cze 20, 2024 12:31 pm 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt kwi 12, 2011 7:46 am
Posty: 2203
Pora na trochę świeżości. Byłem w górach, ale nie wiem w jakich. Jako odkrywca roboczo nazwałem je sobie Beskidem Orawskim. I teraz tak... Oravské Beskydy to słowacka nazwa Beskidu Żywieckiego. Jednak miejsce gdzie chodziłem jest bardziej na południe. Można byłoby próbować je podciągnąć pod Magurę Orawską, ale jednak byłem bardziej na północ.

Granicę przekroczyłem w Korbielowie. Rozpocząłem w miejscowości Klin. Poranne słońce ładnie oświetlało okolicę. Widok na Magurę Orawską. Charakterystyczna Magurka z wieżą, a po prawej Budín, gdzie byłem niedawno.

Obrazek

Z drugiej strony Babia Góra i pięknie położony dom z dala od innych zabudowań, co na słowacki rzadko się zdarza.

Obrazek

Przede mną pagórek z krzyżem, który widać z drogi, jak się wraca przez Korbielów.

Obrazek

Po podejściu bliżej okazuje się, że to co widać to nie krzyż, tylko figura Jezusa, nawiązująca to tego słynnego z Rio de Janeiro.

Obrazek

Co się tu wyczynia trudno ogarnąć. Jednym może się bardzo podobać, innych może przerażać. Na pewno jest bardzo zadbane, dużo wypielęgnowanych kwiatów, krzewów i drzewek. Piękne widoki. Co ciekawe można sobie nabyć pamiątki (widokówki, magnesy) w samoobsługowym sklepiku, samemu biorąc towar i zostawiając pieniądze. Takie zaufanie do ludzi wciąż mnie lekko szokuje.

Obrazek

Z drugiej strony religijny kicz do kwadratu.

Obrazek

Mnie najbardziej podobała się wiatka na stare bezwartościowe "obrazy" o tematyce religijnej jakie ludzie mieli w domach w czasach naszych babć. Teraz nikt już raczej czegoś takiego nie wyeksponuje, a na śmietnik też nie wypada wyrzucić.

Obrazek

Tutaj sobie tworzą oryginalną ekspozycję.

Obrazek

Pora ruszać dalej. Niby jest tu szlak, ale od razu widać ilu turystów nim chodzi.

Obrazek

A tereny są bardzo przyjemne. Dużo otwartych przestrzeni.

Obrazek

Są też odcinki leśne, ale w mniejszości.

Obrazek

Porzucam szlak i kręcę jakieś kółeczko.

Obrazek

Widok na Pilsko (z prawej) i Mechy.

Obrazek

Nienazwany pagórek z krzyżem nad miejscowością Oravské Veselé

Obrazek

Widok wstecz na Babią.

Obrazek

Kolorki letnie, trawy falują na wietrze mam nawet skojarzenia z morzem.

Obrazek

Najbardziej podoba mi się to, że przeważnie w zasięgu wzroku nie ma żadnych ludzkich siedzib.

Obrazek

Schodzimy w dolinę.

Obrazek

Nie wspominałem o tym wcześniej, ale był to pierwszy naprawdę upalny dzień w tym roku. Organizm jeszcze nie przyzwyczajony. Nawet psi organizm wygląda na przegrzany i wymaga chłodzenia.

Obrazek

Rozpoczynamy podejście powrotne pod najwyższą górkę wycieczki - Grebáčovka (933).

Obrazek

Wędrówka grzbietem. Nie ma nawet ścieżki.

Obrazek

Znowu same góry jak okiem sięgnąć.

Obrazek

Pojawiły się lekkie obawy, czy nie będzie zbyt trudnego chaszczowania, ale nie było aż tak źle na odcinkach leśnych.

Obrazek

I znowu łąki, stado owiec w oddali.

Obrazek

Łąki, pola i ogromne przestrzenie.

Obrazek

A do tego fajne drogi.

Obrazek

Oraz interesujące widoki na boki.

Obrazek

Widać już koniec wycieczki. W oddali spora fabryka, którą mija się w drodze do Namiestowa. Za nią Jezioro Orawskie. A za jeziorem pagórek Uhlisko, na którym byliśmy kiedyś z Sebastianem.

Obrazek

I taka to była wycieczka w całkowicie nieznane tereny. Lubię Słowację. Nawet tam, gdzie nie ma nic ciekawego, jest ciekawie :)

_________________
SPROCKET
viewtopic.php?f=11&t=17068


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn cze 24, 2024 10:16 am 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt kwi 12, 2011 7:46 am
Posty: 2203
Pogoda ostatnio bardzo zmienna, ale niedziela zapowiadała się słoneczna.
Mam plan pojechać na Jurę w okolicę Góry Zborów. Głównym celem jest odnaleźć i wyjść na skałkę, którą kiedyś zdobyła Ukochana, a ostatnio nie udało się tego powtórzyć. Na początek dojście do skał na Wzgórzu Kołoczek lasem.

Obrazek

Następnie identyfikacja celu - Wielki Dziad.

Obrazek

Teraz najtrudniejsze trzeba odnaleźć od której strony się tam wdrapać. Teren jest leśno-chaszczowo-skalisty, a droga która wydaje się intuicyjna nie pozwala na wyjście na samą górę.

Obrazek

Zdobywamy.

Obrazek

Tobi ma małe trudności... czyżby jednak starość? Schronisko czeka.

Obrazek

Ostatnie metry.

Obrazek

Widok z Wielkiego Dziada na Górę Zborów.

Obrazek

Tam to dopiero jest dużo tych skał.

Obrazek

Zejście z Wielkiego Dziada.

Obrazek

A to Mały Dziad. W sumie też można jakoś spróbować tam wyleźć.

Obrazek

Od frontu za trudno, ale udało się jakoś od tylca. Tą szczeliną, w którą patrzy Tobi.

Obrazek

A to inna skała na Wzgórzu Kołoczek - Jarzębina.

Obrazek

Wyjście od tyłu jest proste.

Obrazek

Widok z Jarzębiny.

Obrazek

Kolejne grupa skał: Tata, Mama, Trzy Córki i Dziewica.

Obrazek

I wspinacze.

Obrazek

Przechodzę na Górę Zborów. Od marca wstęp podrożał o 150% i pojawiły się liczne tablice przypominające, że to rezerwat i nie wolno wchodzić z psami.

Obrazek

Dlatego Tobi udawał miejscową kozicę.

Obrazek

W obrębie Góry Zborów też jest multum fajnych skałek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wspinaczyni.

Obrazek

Na koniec jeszcze Apteka. Skałka z najdłuższą drogą wyjścia. Tak to wygląda z dołu.

Obrazek

A tak na górze.

Obrazek

Wyciszający powrót do auta.

Obrazek

W skałach można siedzieć dowolnie długo. Wycieczka trwała 12 godzin, a nie doszedłem nawet do Skał Rzędkowickich. Zwykle od nich zaczynałem i potem brakowało czasu na te dalsze. Dzisiaj zacząłem od drugiej strony i dopieściłem te tereny, które zwykle zaniedbywałem :)

_________________
SPROCKET
viewtopic.php?f=11&t=17068


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: So cze 29, 2024 8:37 pm 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt kwi 12, 2011 7:46 am
Posty: 2203
Upał. Mimo tego ciągnie na wycieczkę. Jedziemy w Beskid Mały do Jaroszowic i zaczynamy od rzucenia okiem na Skawę.

Obrazek

A potem idziemy w las. Gryzą bąki, komary, strzyżaki są szczególnie upierdliwe, krążą muchy.

Obrazek

Tobi zażywa kąpieli w bardzo zamulonym akweniku.

Obrazek

Odnajdujemy pozaszlakowe Jaroszowickie Skały.

Obrazek

Są już grzyby i grzybiarze.

Obrazek

Idziemy przez Bystrą - piękna nazwa i piękna 11 letnia tabliczka wykonana przez MK.

Obrazek

Wychodzimy z lasu, są widoki, w oddali Żar.

Obrazek

Fajny mały drewniany domek.

Obrazek

Fajna murowana kapliczka ufundowana w 2016 roku, czyli jeszcze wiara w narodzie silna.

Obrazek

Docieramy nad Jezioro Mucharskie.

Obrazek


Można się schłodzić, korzystamy wszyscy.

Obrazek

A potem ruszamy w drogę powrotną.

Obrazek

Przysiółek Leśniówka.

Obrazek

Piękny las w okolicach szczytu Jaroszowickiej Góry.

Obrazek

Obrazek

Na koniec również rzut okiem na Skawę.

Obrazek

A jutro ma być jeszcze cieplej...

_________________
SPROCKET
viewtopic.php?f=11&t=17068


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N lip 07, 2024 12:56 pm 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt kwi 12, 2011 7:46 am
Posty: 2203
Na sobotę udało mi się wyszukać beskidzkie rejony, w których jeszcze nie byłem. Konkretnie Beskid Makowski, rejony pomiędzy Łętownią a Jordanowem. Zaczęliśmy w Łętowni pod kościołem. Duży, stary, drewniany zabytkowy kościół z XVIII wieku.

Obrazek

Nagrzane w słońcu ściany wydzielają charakterystyczny zapach.

Obrazek

Można zajrzeć do środka.

Obrazek

Potem przechodzimy przez centrum, gdzie moją uwagę przyciąga bardzo duży plac zabaw, ze ścianką wspinaczkową z prawdziwego zdarzenia. Ta niższa boulderingowa jest ogólnie dostępna. Pod większą jest informacja, że korzystać można tylko za zgodą administratora (podany tel.) i pod okiem instruktora, co w tym wypadku jest całkiem zrozumiałe, bo upadek z 10 metrów jest naprawdę niebezpieczny.

Obrazek

W centrum Łętowni obok sklepów jest apteka, nieco wyżej jest duży ośrodek pomocy społecznej, gdzie w słonku wykrzewało się kilka staruszek, widać sporo firm (tartaki, firmy transportowe, producenci mebli), a do tego bardzo dużo nowych domów na obszernych działkach. Jeszcze na miejscu zastanawialiśmy się skąd ludzie tu mają pieniądze. Na pewno odpada wariant, że to jakaś sypialnia Krakowa. Za daleko. Zakopianka, która przechodzi całkiem blisko, nie ma nawet zjazdu na Łętownię, trzeba by jechać przez Pcim. Turystyka? Nie. Owszem, jest ładne pagórkowate położenie, ale turystów tu nie widzieli. W domu sprawdziłem, że wieś zaledwie 2908 mieszkańców. Historycznie osada leżała na szlaku handlowym i to by mogło tłumaczyć np. Kościół, ale to jak tam jest teraz musi wynikać z mentalności ludzi i gospodarności w ostatnich latach.

Obrazek

No nic, opuszczamy Łętownię i bezszlakowo idziemy na Łysą Górę.

Obrazek

Obecnie Łysa Góra nie jest Łysa, ale ma widokowe polanki. Widoki na Beskid Makowski, po prawej Kotoń, po lewej Parszywka w paśmie Koskowej Góry.

Obrazek


Wchodzimy na szlak zielony, idziemy przez Stołową Górę (najwyższe wzniesienie wycieczki - 840m) na Groń.

Obrazek

Następnie niebieski szlak do Jordanowa. Tobi ćwiczy, nikt go nie ratuje.

Obrazek

Pogoda siada, wg. prognoz ma to być tylko chwilowe. Babia i Polica.

Obrazek

W Jordanowie jemy sobie na rynku po lodziku i podziwiamy mural.

Obrazek

Wieża widokowa na Hajdówce nad Jordanowem. Jeszcze tam nie byłem.

Obrazek

Sama wieża nie wysoka, ale bardzo porządnie wykonana. Drewno jeszcze pachnie świeżością.

Obrazek

Widok na Jordanów i górę Przykiec obok której przechodziliśmy.

Obrazek

Ogólnie z wieży są ciekawe widoki na wszystkie strony. Widać Tatry, choć myśmy mieli fatalną przejrzystość w ich stronę. Natomiast warto docenić bardzo porządnie wykonane i opisane panoramki. Lepszych nigdzie nie widziałem. To są prawdziwe zdjęcia, dobrej jakości, wykonane z tej wieży, więc pokrywają się z rzeczywistością z 100%.

Obrazek

Wędrujemy grzbietem Hajdówki w kierunku wschodnim. Widok na Zębalową.

Obrazek

Coraz rzadziej spotykane kopki siana.

Obrazek

Wraca pogoda, a my też wracamy bezszlakowym pagórkowatym terenem w stronę Łętowni.

Obrazek

Lato w pełni, rozpoczęły się żniwa.

Obrazek

Zapach słomy, inny niż siana.

Obrazek

Przerwa na poleżenie w słonku.

Obrazek

Podczas kiedy Ukochana leży, my zdobywamy ambonkę.

Obrazek

Ostatni odcinek w najlepszych warunkach.

Obrazek

Schodzimy do Łętowni, widać wieżę kościoła.

Obrazek

Bardzo przyjemna wycieczka. Cieszę się, że udało się jeszcze odkryć jakieś nieznane góry poniżej 100 km od domu :)

_________________
SPROCKET
viewtopic.php?f=11&t=17068


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: N lip 07, 2024 3:02 pm 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn kwi 11, 2011 9:25 pm
Posty: 1504
Lokalizacja: W-wa
sprocket73 napisał(a):
Jeszcze na miejscu zastanawialiśmy się skąd ludzie tu mają pieniądze. Na pewno odpada wariant, że to jakaś sypialnia Krakowa. Za daleko. Zakopianka, która przechodzi całkiem blisko, nie ma nawet zjazdu na Łętownię, trzeba by jechać przez Pcim. Turystyka? Nie. Owszem, jest ładne pagórkowate położenie, ale turystów tu nie widzieli. W domu sprawdziłem, że wieś zaledwie 2908 mieszkańców. Historycznie osada leżała na szlaku handlowym i to by mogło tłumaczyć np. Kościół, ale to jak tam jest teraz musi wynikać z mentalności ludzi i gospodarności w ostatnich latach.

W podobnej miejscowości (3300 mieszkańców), po drugiej stronie Zakopianki, przez parę lat współpracowaliśmy z miejscową firmą, jedną z moich ulubionych: wszystko było na czas, świetnie wykonane, ludzie mili, uczciwi, nie bali się żadnego zlecenia, wszystko "dało się zrobić". Zlecenia, jak widzę na ich stronie, mają z całej Polski.

_________________
Nutko moja
https://www.youtube.com/@CarpathianMusicWorld/playlists


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
PostNapisane: Pn lip 15, 2024 9:56 am 
Przypadek beznadziejny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt kwi 12, 2011 7:46 am
Posty: 2203
Czy w Beskidzie Żywieckim są jeszcze jakieś fajne miejsca, których nie znam? Podjechałem do Glinki i wyruszyłem żółtym szlakiem w stronę Soblówki. Pogoda nieco inna niż w prognozach, cały dzień miało być zachmurzenie pół na pół, a było znacznie lepiej :)

Obrazek

Idzie się niskim grzbietem, z rzadką letniskową zabudową przez Mały Smereków.

Obrazek

Widok wstecz na Kubiesówkę.

Obrazek

Ładny ten grzbiet. Szedłem tędy dokładnie 1 raz w życiu 19 lat temu. W pewnym momencie żółty szlach schodzi do Soblówki, a ja poszedłem dalej grzbietem, zastanawiając się, czemu uznano, że nie jest warty udostępnienia dla turystów.

Obrazek

Jest bardzo widokowo.

Obrazek

Przede mną przysiółek Smereków Wielki a nad nim góruje szczyt o tej samej nazwie.

Obrazek

Turystów tu chyba nie widzieli. Psy chodzą luzem i są przyjazne. W tle Muńcół.

Obrazek

Rozpoczynam atak na Smereków Wielki. Wybieram drogę na wprost. Widać krótkie ale strome podejście. Na górze pojawia się następna ścianka płaczu, a po jej zdobyciu jeszcze jedna. Jest mokro i ślisko. Ledwie udaje się wyjść.

Obrazek

U góry ławeczka widokowa, można siąść chłodnym z piwkiem i podziwiać. Pogoda trochę siadła, ale czekam aż się poprawi. W dole po lewej osada Smereków Wielki. Bardziej z tyłu po prawej w cieniu Mały Smereków. Tamtędy szedłem.

Obrazek

Pogoda siadła całkowicie, przez moment nawet cały schowałem się w chmurze. Pora ruszać dalej przez mokre trawy powyżej pasa. Ale są zalety, bo niżej było upalnie, teraz jest chłodek.

Obrazek

Dalsza droga była prosta, trzeba było grzbietem dojść do granicy i skręcić w prawo, czyi na południe. Ścieżką doszedłem do granicy, skręciłem w prawo i szedłem sobie w oczekiwaniu na odbijający w lewo na Słowację zielony szlak. Niespodziewanie pojawiła się tabliczka szczytowa Javorina, nie powinno jej tu być, bo Javorina była oznaczona na mapie w kierunku północnym, a ja poruszałem się na południe. Uznałem, że jest to złe oznaczenie w terenie, lub na mapie - takie rzeczy się zdarzają. Szedłem dalej na południe, zielony szlak się nie pojawiał. Ale za to wyszło słoneczko i było bardzo ładnie. Szlak graniczny ledwie przetarty, ścieżka wśród traw, bardzo takie lubię. Szedłem dalej, odbijającego w lewo szlaku zielonego wciąż nie było. Słońce było jakby za mną, a nie przede mną. Słupki graniczne miały na odwrót oznaczone położenie Polski i Słowacji. Wszystko wskazywało, że idę w przeciwną stronę niż zakładałem, ale to przecież niemożliwe. W końcu trzeba było uznać swoją porażkę i się wrócić :D

Obrazek

Po zmianie stron świata ciężko było odzyskać utraconą orientację w terenie, ale wszystko zaczęło pasować, poza jednym, w miejscu gdzie powinien odbijać zielony szlak, była delikatna ścieżka, ale przez kilkaset metrów nie było żadnego znaku. Jednak tym razem szedłem dobrze. Pojawiła się wiatka, szlak i niedźwiedź.

Obrazek

Następnie pojawił się Veľký kopec - bezszlakowy szczyt, który był ostatnio polecany na forum. To co widać to prawdziwa ściana płaczu, której stromizny zdjęcie w ogóle nie oddaje.

Obrazek

Zdjęcie w bok - również nie oddaje.

Obrazek

Zdjęcie w dół - też nie oddaje ;)

Obrazek

Wąska ścieżka grzbietowa.

Obrazek

I nagle porządny krzyż na szczycie.

Obrazek

Przechodzę sobie cały grzbiet Wielkiego Kopca jest dziki, fajny.

Obrazek

I nawet miejscami widokowy. Widok na Modlový vrch z wieżą widokową - tam kiedyś byłem z Dobromiłem.

Obrazek

Widok na Mały Kopiec - tam kiedyś błądziłem z Dobromiłem.

Obrazek

Po lekko chaszczowym zejściu pora wracać do kraju. Jest wygodna droga.

Obrazek

Są piękne łączki.

Obrazek

Widok wstecz.

Obrazek

Bez problemów wróciłem do szlaku granicznego i skręciłem w dobrą stronę. Po chwili byłem na przełęczy Glinka i rozpocząłem podejście pod Krawców Wierch.

Obrazek

Ostatnie promienie słońca pod schroniskiem. Potem już schowało się za chmury całkowicie.

Obrazek

Zejście do Glinki już bez atrakcji. Droga dojazdowa na Kubiesówkę naprawdę długa i stroma. Ciężkie wyzwanie dla samochodów.

Obrazek

O taka to była wycieczka z gatunku "odkryj Beskid Żywiecki" :)

_________________
SPROCKET
viewtopic.php?f=11&t=17068


Góra
 Zobacz profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1159 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 35, 36, 37, 38, 39

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
POWERED_BY
Polityka prywatności i ciasteczka
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL