Tak więc stało się - po raz pierwszy mieliśmy do czynienia ze sprzętem do wspinaczki w praktyce. Celem była przepiękna trasa scramblingowa w Glen Coe (Szkocja) - graniowka Curved Ridge. To, że jest przepiękna musicie uwierzyć na słowo bo widoki były typowo szkockie - na jakieś pięćdziesiąt metrow w każdą stronę. Nasz przewodnik zapoznał nas z podstawami użycia sprzętu wspinaczkowego, ogolnymi zasadami zachowania się będąc wpiętym w lotną asekurację, trzy węzły, ktore umiem powtorzyć (podwojna osemka, oraz nieznane mi nazwy polskie, zapomniane angielskie - moje zaś robocze to uszy myszki miki i motylek

), jak założyć podstawowy punkt asekuracyjny przy użyciu samej liny, taśmy oraz kości. Oczywiście trudno to nazwać nawet abc wspinaczki w skale, ale po posmakowaniu jestem zdecydowany kontynuować naukę u naszego znajomego taternika z Dundee w praktyce oraz na sztucznej ściance. Jak złapiemy bakcyla do końca to jakieś kursy.
Zabawa była przednia, poczucie przyasekurowania się w trudniejszych odcinkach bezcenne szczegolnie dla Vespy bo mnie osobiście lina trochę przeszkadzała. Szczegolnie, że trasa nie wymagała w mojej opinii bezwzględnej asekuracji - strome odcinki świetnie wyrzeźbione, te z gorszymi uchwytami raczej mniej pionowe lub choć kończące się jakąś większą połeczką. Miejscami jednak ekspozycja bardzo duża - nawet do pięciuset metrow powietrza pod nogami choć musieliśmy wierzyć na słowo bo widać było jedynie mleko. Trochę burczał gdy wyciągałem co chwila aparat więc zdjęcia robione ukradkiem. Nie obeszło się bez śmiesznych sytuacji gdy V. stanęła na własnej linie pokonując niewielki boulderek lub wbiła swoj węzeł asekuracyjny w szczelinkę skały i ciągnięta z przodu przez typa liną tkwiła na progu skałki jak pajacyk na sznurku do momentu gdy jakoś nie wydłubałem ten węzeł ze skały. Ogolnie jednak dawaliśmy sobie radę, a sprzęt sprawił, że będziemy mogli pojść w parę miejsc gdzie moja druga połowa wahała się to zrobić.
Wycieczka pomimo pogody wrociła nas w doliny pełnych energii i radości, z gębami uśmiechniętymi od ucha do ucha. Teraz ciężka praca z dalszą nauką oraz kompletowanie sprzętu - cele na lata (przynajmniej ta pierwsza część). Oczywiście nie kusi nas na razie żadna forma wspinaczki na ścianach - poza scrambling nie wyjdziemy jeszcze długo jeśli w ogole się o to pokusimy, ale świadomość że otworzy się cały zestaw tras powyżej grade 3 sprawia, że znowu chce mi się żyć.
Parę zdjęć, ktore nie mają chyba zbyt wielkich walorow poznawczych, ale mimo wszystko pokazują choć trochę charakteru trasy. No i... teraz mamy już obcykaną topografię tego fragmentu włącznie z początkiem sąsiadującej i trudniejszej the Northern Buttress - będziemy mogli się tam z kimś wybrać.
