lucyna napisał(a):
Te wspaniałe pionierki lub adidasopodobne buciki wystane w kolejkach, często za ciasne, które zniszczyły nie jedną stopę. Te złote czasy w których chodziło się w getrach i wełnianych swetrach.
Ja tam nawet w najdawniejszych czasach jakie pamiętam (czyli II połowa lat 70 XX w.) zawsze się starałam mieć jak na owe czasy dobry sprzęt.
Ale problem polegał na tym, że ów dobry sprzęt się "zdobywało", "załatwiało" zazwyczaj za pośrednictwem klubów wysokogórskich, kół przewodnickich itd, nie dało się go kupić normalnie w sklepie.
Co zresztą skutkowało tym, że jak ktoś miał niezły sprzęt - to znaczyło, że najprawdopodobniej związany jest już nieźle z jakimś środowiskiem górskim.
Dla przykładu:
"Załatwiało" się w Poraju koło Częstochowy ortalion i dakron, a plecaki szyło samodzielnie na wzór modelu jaki kolega przywiózł z Chamonix (mój plecak akurat szył kolega).
Niezłe plecaki były też możliwe do kupna w Czechosłowacji.
Doskonałe kurki puchowe i śpiwory puchowe szyło bardzo dużo osób (np. Małachowski, Momatiukowa).
Jasio Nabrdalik lub Marek Płonka szyli wszystkim znajomym doskonałe uprzęże na szewskich maszynach, potem Jasio rozwinął ten biznes.
Pierwszy karimat za całą swoją pensję kupiłam sobie w roku 1981 w Grenoble.
Po buty "Zawraty" i "Himalaje" jeździło się do Krosna lub do Wałbrzycha z zamówieniem od klubu, takich butów nie było normalnie w sklepie.
Haki i karabinki (!!!) oraz pętle często się znajdowało w ścianach (zgroza ogarnia). Mój mąż miał z 8 karabinków "znaleźnych" i żyje
A z pętli wybierało do zjazdu najmniejszą ilość jaka wyglądała że utrzyma a resztę zabierało sobie.
Jakoś na szczęście nie słyszałam o wypadkach z tego powodu.
Doskonałe czekany turystyczne były robione (tylko na zamówienie klubów) ze stali narzędziowej w Katowicach, w Fabryce Narzędzi Górniczych, gdzie pracował Walek Nędza a raki i śruby lodowe woziło się z ZSRR gdzie robione były z tytanu jako uboczny produkt fabryk zbrojeniowych.
Kwitła wymiana handlowa ZSRR-Czechosłowacja-Polska-zachód.
Kolega z Koszyc, który do woli mógł jeździć na Kaukaz (Polacy musieli mieć voucher) woził nam z Kaukazu śruby lodowe, które wymieniał za buty, a te śruby wiozło się na zachód, gdzie wymieniało na inny sprzęt.
Na zachód w latach 70 już się jeździło praktycznie też dowolnie dużo, ale trzeba było mieć dolary, które były dla nas bardzo drogie.
No to się zarabiało na pracach wysokościowych na tzw. FASM-ach (Fundusz Akcji Socjalnej Młodzieży), gdzie zarabiało się dużo bez podatku pod warunkiem że wszystko się wydało na wyprawę lub na sprzęt (który potem się sprzedało).
Ścisła czołówka alpinistyczna owych lat liczyła w tym czasie około 30-40 osób, ale przy okazji tego "biznesu" wyrobu sprzętu i prac wysokościowych załapywało się na niezły sprzęt górski dobrych parę tysięcy osób, wśród nich takie leszcze jak ja.
Markiz to pewnie potwierdzi, chociaż akurat on się chyba na to "nie załapał" bo to była specyfika lat 70 i 80.
Tamte czasy były o tyle dla mnie lepsze, że byłam młoda, piękna i w ogóle

ale obecnie jest po prostu normalnie.
Natomiast troszeczkę w tym kontekście rozumiem Markiza dla którego wówczas ubiór w pewnym stopniu stanowił o "turystycznym zaawansowaniu" danej osoby (taki sprzęt i ubiór kompletowało się latami, na wielu wyjazdach), a obecnie - no niestety tak jest że "pójdzie byle ciołek do sklepu i kupi sprzęt i wyposażenie za 8000 zł na łeb i wydaje mu się że wszystkie górskie rozumy zjadł".
Oczywiście pisze to w cudzysłowie, bo nie zawsze tak jest, no ale jednak takie przypadki się zdarzają.
Pozdrowienia
Basia