Historia ta bieg swój zaczęła wiczorną sobotą na dworcu w Pszczynie. Miejsce to wyznaczyłem sobie z Pylo jako punkt naszego spotkania. O 21 byłem już na miejscu , szybkie zakupy w dworcowym sklepie , pakunek do samochodowego bagażnika i w drogę na Łysą Polanę ... a naszym celem miał być kawałek Orlej Perci - od Koziej Przełęczy do Krzyżnego.
Na Łysej Polanie byliśmy około godziny zero, po krótkich przygotowaniach - uzupełnieniu płynów, spakowaniu potrzebnych rzeczy o godzinie pierwszej ruszyliśmy w swietle czołówek asfaltówką w strone Moka a nastepnie zmieniliśmy kierunek na Dolinę Pięciu Stawów. Gwiezdzista , ciemna noc pobudzała wyobraźnie i tak z pewnymi obawami by nie spotkać pluszaka dość szybko i jeszcze w ciemnościach przywitało nas schronisko. Tutaj krótka przerwa , czekamy do świtu i ruszamy w kierunku szlaku żółtego ...



Pogoda była piękna , spokojnym tępem pokonujemy piarżyska przez które prowadzony jest szlak , po drodze mijamy krzyż wraz ze zniczem i zdjęciem młodej dziewczyny. Miejce to robi na mnie duże wrażenie , pobudza do reflekcji i przemyśleń. Nie pozwalając sobie jednak smuty, by nie stracić entuzjazmu ruszyliśmy dalej, pierwsze łańcuchy pokonywaliśmy przy jeszcze nieosuszonej dniem skale co wymagało trochę więcej gimnastyki, jednak dość szybko znależliśmy się na przełęczy a następnie na Kozim Czubie po dordze ciągle przypominając sobie , że tu trzeba być jak Tommy Lee Jones w ściganym

. Podziwialiśmy piękne widoki jakie zaproponowała nam świetna pogoda i w tym miejscu , troszkę poniżej Koziego Wierchu stało się najgorsze. Pylo zaczął narzekać na ból kolana, sytuacja stała się dość poważna, mieliśmy wczesną godzinę , wielkie ambicje a rzeczywistośc znów okazała się brutalna. Spokojnie, nigdzie się już nie spiesząc dotarliśmy na Kozi , a stąd no cóż ... trzeba było schodzić. Jednak mając w świadomości bardzo dużo nadrobionego czasu, na szczycie żartując w świetnej atmosferze przesiedzieliśmy 1,5 godziny , dzieki czemu kolano starszego kolegi mogło odpocząć.







Widoki ze szczytu ...

I swietne panoramy by Pylo

Tu jeszcze fotka bezprecedensowa

również autorem Pylo , co Wam przypomina Jego mina

?
Około 12 żegnając się z widokiem okolicznych szczytów ruszyliśmy w dół szerokim źlebem. Tempo było jakie być musiało w wyniku kontuzji. Schodziliśmy w strasznym upale, systematycznie kończąc zapasy wody. Do schroniska doszliśmy w południe. Zajęliśmy miejsca i raptownie ruszyliśmy w kierunku bufetu po bądz co bądz zasłużone piwo. Zaznaczam , że upajaliśmy się zimnym żywcem z sokiem ( Atamanie mam swiadomość wykroczenia i jestem gotowy na najwyższy wymiar kary

) Przed schroniskiem spotykamy duńczyków , którzy już od dwóch tygodni zachycają się naszymi Tatrami wybierając na miejsce wakacji właśnie te strony a nie ośnieżone Alpy. Myślę jednka , że nie tyle urok naszym gór ich tu przywiódł , co poprostu tansza waluta.
Nie pozostało nic innego jak kierować się w kierunku Palenicy. Dreptaliśmy bardzo powoli , zmęczeni po nieprzespanej nocy , ja do tego miałem jeszczeza sobą jakieś 80 km zrobione w beskidzie (Rycerka-Racza-Rycerzowa-Rysianka-Pilsko-Babia) Na 14.30 bylismy na parkingu, musieliśmy się przespać godzinkę by wróciły siły witalne, Pylo poprawił jeszcze Red Bullem i mógł siadać za kółko . Po drodze jeszcze obiad w Rabce w przemiłej restauracji "siwy dym" - polecam wszytskim.
Wyjazd, mimo nie wykonania założonego planu był bardzo udany, przypomiałem sobie choć troche co to ekspozycja i troche rozruszałem graty a tego było mi trzeba przed zbliżającą się sobotą dlatego znów jestem wdzięczny mojemu towarzyszowi , za to , że to głównie dzięki Jego uprzejmości miałem okazję się tam znaleść.